Nasza wspólna sprawa
NASZ DZIENNIK 2026-01-12
W piątek w Warszawie licznie protestowali rolnicy przeciwko zagrażającej wszystkim Polakom umowie Unii Europejskiej z państwami Mercosuru.
Kilka tysięcy rolników protestowało w piątek w Warszawie przeciwko zagrażającej wszystkim Polakom umowie Unii Europejskiej z Mercosurem.
- Polski rząd powinien wypowiedzieć pakt handlowy z Mercosurem - podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem" Edward Kosmal, wiceprzewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność". Jak przypomina, inne kraje, takie jak Francja, Wiochy czy Niemcy, zagwarantowały sobie tzw. klauzulę bezpieczeństwa. - Zgłosili niektóre produkty spożywcze, które podlegają ochronie. Polska praktycznie zgłosiła tylko jeden produkt. Dlatego najbardziej na tej umowie stracą właśnie Polacy, ponieważ nie mają tych klauzul ochronnych - stwierdza nasz rozmówca. W jego ocenie rząd w praktyce nie był zainteresowany zastopowaniem tej umowy, wmawiając nam, że będzie mniejszość blokująca, ale ta ostatecznie się nie znalazła.
Tuż przed piątkowym protestem rolnicy spotkali się z prezydentem Karolem Nawrockim. Jego rzecznik powiedział, że rządzący mają jeszcze kilka dni do podpisania umowy i powinni podjąć działania.
- Jest jeszcze szansa na to, by zablokować szkodliwą umowę Mercosur - oświadczył Rafał Leśkiewicz. Zaznaczył, że rząd powinien zacząć rozmawiać z rolnikami, czego nie robi od dwóch lat.
Teraz umowę powinien zatwierdzić Parlament Europejski, co chce się jednak pominąć. Alarmują o tym m.in. europosłowie z Polski. „Umowa z Mercosur ma zacząć obowiązywać bez zatwierdzenia przez Parlament Europejski. Praworządnie! Ta sytuacja pokazuje, że tu już nawet nie chodzi o umowę z Mercosur. Komisja Europejska testuje, na ile może sobie pozwolić w łamaniu Traktatów Europejskich" - napisała w mediach społecznościowych Beata Szydło.
Maciej Wąsik zwraca uwagę, że umowa „forsowana bez zgody Parlamentu Europejskiego to jawne złamanie Traktatów UE i skrajnie niebezpieczny precedens". „Komisja Europejska, instytucja bez mandatu wyborczego, uzurpuje sobie prawo do decydowania ponad głowami obywateli i wbrew ich interesom. To bezpośredni atak na fundamenty demokracji europejskiej. Wszystko to dzieje się przy milczącej zgodzie rządu Donalda Tuska - choć to właśnie polscy rolnicy zapłacą za tę decyzję najwyższą cenę" -oświadczył Maciej Wąsik.
Senator Jerzy Chróścikowski ocenia, że nawet zaskarżenie umowy do TSUE nie da pożądanych rezultatów z uwagi na jego polityczny charakter. - Wiemy, że to wcześniejsze zaskarżanie do Trybunału Europejskiego zostało cofnięte, ponieważ nie było to jeszcze prawo obowiązujące, teraz będzie kolejna próba. Ale fakt, że Niemcy są za tą umową, Hiszpanie i po części Włosi, może spowodować, że to polityczne ciało, którym jest przecież TSUE, obroni groźną umowę - zauważa Jerzy Chróścikowski. Jego zdaniem należy apelować do importerów, żeby nie sprowadzali produktów z obszaru krajów Mercosuru. - Chodzi o to, żeby zachowywali się patriotycznie, w interesie Polski - konstatuje senator.
Osamotnieni rolnicy
W ostatni piątek przeciwko podpisaniu umowy z krajami Mercosuru protestowali w Warszawie rolnicy. Przeszli przez centrum stolicy do kancelarii premiera, ale mimo kilkugodzinnego oczekiwania premier nie przyjął ich delegacji.
- Mamy pretensję do rządzących, że za wcześnie poddali się w walce o zbudowanie mniejszości blokującej podpisanie umowy z Mercosur. Już dawno, kiedy rozmawialiśmy z politykami, słyszeliśmy, że nic więcej nie da się w tej sprawie zrobić - powiedział PAP Damian Murawiec z Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników, który organizował manifestację rolników w Warszawie. - Jak z pozycji Unii Europejskiej zmusimy farmerów z Brazylii czy Paragwaju, żeby stosowali unijne normy dotyczące dobrostanu zwierząt, niestosowania zabronionych w UE składników pasz czy środków ochrony roślin? W jaki sposób wyegzekwujemy od nich, żeby korzystali z ciągników spełniających unijne normy emisji? W jaki sposób skłonimy ich do tego, żeby nie kupowali tanich nawozów z Rosji? - pytał.
Rolnicy, z którymi rozmawialiśmy, wskazywali, że przeciwko tej umowie powinni protestować razem z nimi wszyscy Polacy, bowiem to oni będą konsumentami żywności z Ameryki Południowej. - To nie powinien być jedynie nasz protest, tylko konsumentów, bo my możemy, póki mamy pole, wytwarzać na swoje potrzeby żywność dobrą, bezpieczną. To powinien być protest konsumentów, przecież to oni będą karmieni w sklepach wielkopowierzchniowych - wyjaśnia w rozmowie z nami Adam Regucki. - Ludzie naprawdę nie zdają sobie sprawy, że to nie będzie żywność -to będzie jakaś pasza. I ktoś na tym będzie zarabiał ogromne pieniądze - dodaje nasz rozmówca. Według rolnika Polacy żyją w nieświadomości, co niesie za sobą ta umowa. - To będzie nie tylko zalew naładowanej pestycydami i hormonami żywności, ale także realne zagrożenie bezpieczeństwa żywnościowego. Jeżeli zniszczymy nasze rolnictwo, to później ktoś może wpaść na pomysł, że wystarczy zatopić kilka statków i Europa jest głodna. Pandemia koronawirusa pokazała, jakie zagrożenia niesie za sobą przerwanie łańcucha dostaw - podnosi Adam Regucki.
Obecny na proteście pan Paweł nie ma wątpliwości, że prędzej czy później polskie gospodarstwa upadną. - Wtedy nie będzie wyboru - trzeba będzie tę tanią, niezdrową żywność kupować - wyraża obawę. A wówczas ceny wzrosną. - To nie stanie się od razu, tylko stopniowo będą to wprowadzać - uzupełnia pan Michał, sadownik z powiatu grójeckiego. Nasz rozmówca nie wierzy też, że sytuację poprawią jakiekolwiek klauzule. - To jest totalna bzdura, mydlenie oczu. Przyjdzie taki moment, że społeczeństwo będzie miało wybór: albo zapłacić naprawdę duże pieniądze za żywność, która jest faktycznie zdrowa, albo jeść tańszą, ale o wiele gorszą - zaznacza pan Michał.
Protestujący w piątek rolnicy czują się oszukani. - Sytuacja jest naprawdę poważna, dlatego nadal musimy walczyć. To na pewno nie jest nasz ostatni protest. Kto wie, czy nie dojdzie do strajku generalnego - podkreśla Marek Duszyński, przewodniczący Związku Zawodowego Rolnictwa Samoobrona. Działacz przypomina, że rząd nie wykorzystał prezydencji w Unii Europejskiej. Wyjaśnia, że na spotkaniu z Prezydentem rolnicy wskazywali, że należy rozliczyć władzę z rzeczywistych działań na rzecz odrzucenia umowy z Mercosurem. - Jak wyobraża sobie minister rolnictwa Stefan Krajewski czy pan premier zablokowanie towarów, które nie spełniają norm europejskich, które my musimy stosować? To samo jest z Ukrainą. My przez 10 lat musieliśmy dostosować własną gospodarkę do potrzeb unijnych, a praktycznie jedna decyzja Komisji Europejskiej spowodowała, że Ukraina jest już w UE, bo towary z tego kraju wpływają na polski rynek, nie spełniając norm unijnych - zauważa Edward Kosmal.
Sytuacja na polskim rynku jest tragiczna, ponieważ 90 proc. zakładów przetwórczych działających w kraju to zakłady obce i 80-90 proc. handlu jest w rękach zagranicznego kapitału. - I to właśnie ten kapitał ściąga swoje produkty, bo akurat jest ich właścicielem, chodzi o Francję, Hiszpanię, Portugalię i Niemcy. I 80 proc. towarów w tych supermarketach to towary zachodnie. Jak do tej pory nasi rolnicy dawali sobie radę, ponieważ była koniunktura czy, powiedzmy, różne sytuacje w podażach, ale to się zmienia -podsumowuje wiceszef rolniczej „Solidarności".
Zenon Baranowski